Witajcie, przykro mi, że nie napisałam dalej opowiadania jednak w momencie otrzymania pracy ciężko było mi w wogóle zająć czymś innym niż nią. Zaczełam dodatkowo szkołę na kierunku wizażysty i tym obecnie jestem pochłonięta. Mam nadzieję, że wybaczycie mi to, ze nie byłam wstanie dokończyc opowiadania jednak sama nie mam czasu nawet na czytanie czegokolwiek...
W związku z tym, że praca i wizaż musiałąm postawić na pierwszym miejscu stworzyłam nowego bloga na którego zapraszam wszystkich kosmetycznych zapaleńców.
Visage Artistico to w pewien sposób mój nowy pomysł na siebie, więc mam nadzieję, że przyjmiecie to ciepło oraz iż przymkniecie oko na moje błędy.
http://visageartistico.blogspot.com/
Pozdrawiam was gorąco, buziaki. Cały czas, wasza niezmienna Artistico
niedziela, 10 kwietnia 2016
poniedziałek, 5 października 2015
Zupełnie inaczej...
Witajcie, tak uprzedzam pytania żyje i mam się świetnie. Plany się pozmieniały: maturę zdałam, szkołę skończyłam, pracowałam za granicą, wróciłam nie dostałam się na studnia (tak widać byłam za głupia....), przeprowadziłam się do Poznania (pozdrawiam Poznanianki :D) i szukam pracy (tak błagam niech mnie ktoś przyjmie :D )
Dziś wieczorem pomyślałam żeby zacząć to pisać gdyż mam bardzo dużo czasu jednak w czeluściach mojego komputera nie mogę znaleźć opowiadania gdzie miałam już zaczęty drugi rodział więc robie solidne przecieranie kurzy na komputerze i biorę się do pracy. Mam więcej doswiadczenia, więcej umiejętności i mam nadzieję, że opowiadanie będzie lepsze ale moje pytanie jest takie:
CZY KTOŚ JESZCZE CZEKA?!?!?!?!
Robię listę zainteresowanych :D (Tak wymuszam komentarze... a może nie :D? )
Dajcie mi POWERA kochani !!!
Wasza zdeterminowana w poszukiwaniu opowiadania na komputerze Artistico <3
Ps. Tak nie pamiętam pod jaką nazwą było opowiadanie... taaa....
piątek, 22 sierpnia 2014
Łut szczęścia: Rozdział I
Rozdział I
"Nowy początek…"
Słońce wyszło zza starych
odrobinę podartych zasłon. Hermiona delikatnie otworzyła oczy chodź tak
naprawdę nie miała na to ochoty. Przekręciła się odrobinę na bok i spojrzała na
mężczyznę śpiącego tuż obok niej. Ron wciąż chrapał przeraźliwie leżąc na łóżku
z dłońmi ułożonymi pod swoją głową. Hermiona westchnęła ciężko. Od kiedy
wprowadziła się do nory nie przespała spokojnie żadnej nocy gdyż Ron każdej
nocy rzucał się nabijając jej nie raz siniaki. Oczywiście zawsze ją potem
przepraszał jednak obiecywała mu zawsze ze śmiechem, że zwiąże go na noc. Była
z Ronem już od paru dobrych lat nie licząc tego jak długo musiała czekać na to
jak zmądrzeje.
Delikatnie wstała z łóżka i
rozejrzała się po pokoju Rona umieszczonym na poddaszu. Pomieszczenie nic a nic
nie zmieniło się od czasów Hogwartu chodź od bitw minęło już jakieś 7 lat.
Każdy do tej pory przeżywał utratę bliskich jednak starał się z tym walczyć i
cieszyć tym, co przynosi każdy kolejny dzień.
Założyła szlafrok i w ciszy udała
się do łazienki. Chciała się z stąd wyprowadzić jednak Ron wolał wciąż mieszkać
u rodziców pomimo tego, ze było ich już stać na własne mieszkanie. Było dość
zimno gdyż nie było tu zbyt wielu kominków, które by ogrzewały dom. Ron nie
chciał nawet przenieść się do starego pokoju Ginny, który stał pusty, od kiedy
ta przeprowadziła się do Harry'ego. Z cichym westchnieniem ubrała się i
wyszykowała do pracy.
Wtedy na jej twarz wypłynął uśmiech.
Do pracy. Do nowej pracy. Do nowego wyzwania i nowej pasji. Kilka dni temu
rzuciła prace w Ministerstwie i jeszcze tego samego dnia dostała pracę w
świętym Mungu. To od zawsze było to jej marzeniem jednak obawiała się leczenia innych,
dlatego też przez cały okres pracy w Ministerstwie uczyła się intensywnie i
teraz czuła, że jest już gotowa rozpocząć nowy etap swojej misji, jaką była
pomoc innym.
Hermiona wróciła pełna entuzjazmu do
pokoju Rona, który od roku należał również do niej. Pomimo upływu tak długiego
czasu wciąż czuła się bardzo obco w tym pomieszczeniu gdyż oprócz książek nie
było tu nic, co mogłoby świadczyć o jej obecności gdyż jej ukochany krytykował wszystko,
co chciała zmieniać, dlatego po prostu w pewnym momencie zrezygnowała i wolała
więcej nie wracać do tego tematu.
Ron przeciągnął się na łóżku,
otworzył oczy i spokojnie usiadł na łóżku.
-Hej…- Powiedział Wesley zaspanym
głosem i wstał kierując się w stronę swojej dziewczyny, która uśmiechnęła się
ciepło do niego i od razu pocałowała go czule.
-Cześć słoneczko- Odpowiedziała
uroczo Hermiona wtulając się w swojego ukochanego- Wyspałeś się?
-O tak…, od kiedy mieszkasz ze mną
codziennie wysypiam się się- Ron przeciągnął się uradowany a gdy nie patrzył
Hermiona skrzywiła się odrobinę, gdy pomyślała o tym jak bardzo jej brakuje pożądnego
odpoczynku.
-W takim razie cieszę się kochanie,
że tak na ciebie działam- Powiedziała i zachichotała wesoło- No dobra ja lecę
do pracy…
Ron zdziwiony spojrzał na Hermionę.
-A to nie teleportujemy się razem?-
Zapytał patrząc na dziewczynę.
-Ron pamiętasz, że nie wracam do
Ministerstwa?- Odpowiedziała Hermiona odrobinę
zasmucona reakcją swojego chłopaka- Przecież tyle ci opowiadałam, tłumaczyłam…
Wesley skrzywił się odrobinę i
uderzył dłonią w swoje czoło.
-Faktycznie… przepraszam Herm,
wybacz…. Wyleciało mi to jakoś z głowy… no wiesz mam tyle spraw i zmartwień.
Harry teraz wariuje z moją siostrą- Westchnął ciężko i jeszcze mocniej się
skrzywił- Nie mogę uwierzyć, że zgodziłem się na ich ślub teraz mi nie dobrze
jak u nich jesteśmy… no wiesz niby już 3 miesiące są po ślubie, ale blee… to
moja siostra i nie mogę pojąć, że mój kumpel ją dotyka.
Hermiona poczuła jak wszystko zaczęło
gotować jej się w środku. Znowu zaczynał ten okropny temat.
-A, co ty niby miałeś do gadania w
sprawie ich ślubu, Ron?- Zapytała wyraźnie wściekła krzyżując ręce na piersi-
Oni się kochają. Czy ty nie widzisz tego? I co z tego, że twój kumpel? To chyba
nawet lepiej. Przynajmniej wiesz, kto wszedł do twojej rodziny… a co tego, co
robią… może lepiej zająłbyś się naszym ślubem? W ogóle cie on już przestał
interesować… ja chyba też. Bardziej interesuje cię, co Harry robi z Ginny w łóżku
niż to, co ja czuje i czego potrzebuje. Jak mogłeś zapomnieć, że dziś zaczynam
nową pracę? Coś, co jest dla mnie tak bardzo ważne…
-Herm… ja przepraszam…- Wydukał
zawstydzony Ron.
-Wiesz gdzie mam twoje przeprosiny?-
Powiedziała oskarżycielskim tonem Hermiona- Ja zawsze cie wspieram daje z
siebie wszystko i nic z tego nie dostaje...
Lecę do pracy… pa…- Dodała nie mogąc spojrzeć na niego i po chwili już
jej nie było.
Ron stał jeszcze przez chwilę
zamyślony i cały czerwony od złości, jaką wywołało odrzucenie jego przeprosin.
Ani przez chwilę nie domyślał się jak nieszczęśliwa jest Hermiona…
***
Znalazła się od razu w swoim nowym
gabinecie i usiadła na krześle cicho szlochając.
-Dlaczego zawsze muszę przez niego płakać…-
Wyszeptała cicho do siebie zamykając oczy. Różdżką spokojnie wyczarowała
pudełko chusteczek i w ciszy zaczęła wycierać swoje oczy. Gdy skończyła wstała
i poprawiła swoje odrobinę potargane od teleportacji włosy- Teraz masz
ważniejsze sprawy na głowie dziewczyno…- Powiedziała cicho i założyła białą
szatę uzdrowiciela i w niej wyszła ze swojego gabinetu wprost do tłumu chorych
zgromadzonych na korytarzu i od razu zabrała się do ciężkiej pracy…
Po upływie 4 godzin uwinęła się z
pacjentami i z dokuczliwym uczuciem głodu ruszyła do specjalnego bufetu dla
pracowników obsługiwanego niestety, oczywiście według Hermiony przez Domowe
Skrzaty. Niestety musiała pogodzić się z tym, że jedynym skrzatem, który
pragnął wolności był Zgredek. Na szczęście skrzaty pracujące tu były dobrze traktowane,
dlatego dało jej to odrobinę spokoju.
Wzięła talerz i z apetytem nałożyła
sobie kilka tostów i posmarowała je dżem truskawkowym, który tak uwielbiała i
usiadła przy stoliku i w ciszy zaczęła jeść swój pierwszy dziś posiłek. W
pewnym momencie dosiadł się do niej Neville Longbottom, który również został uzdrowicielem,
w św. Mungu jednak pracę zaczął tu od razu po szkole i po upływie tych kilku
lat był już jednym z najlepszych specjalistów w dziedzinie zielarstwa i leków,
jakie produkował. Sama doskonale wiedziała, jaki był poniekąd cel jego pracy
tutaj. Codziennie mógł widywać swoich rodziców a do tego wciąż w nadziei szukał
czegoś, co mogłoby im pomóc wyzdrowieć.
-No Hermiono… jak mija pierwszy
dzień pracy?- Zapytał Neville jedząc swoją bułkę z serem ukradkiem wciąż
zerkając na jeszcze nietknięte kociołkowe pieguski.
-Jest cudownie… nawet nie wiesz,
jak… chociaż aż smutno patrzeć na te wszystkie nieszczęścia… Miałam dzisiaj wizytę
matki z dwójką dzieci, których poparzyła salamandra- Powiedziała zatroskana i
dokończyła swojego tosta- Na szczęście udało mi się temu zaradzić a u dzieci zniknęły
bąble.
-To znakomicie Herm!!!- Rzekł
Neville bijąc jej ciche brawo, na co ta uśmiechnęła się szeroko- Pokochasz tą
pracę… tak samo jak ja… można tu poznać wspaniałych ludzi… a widzieć radość
wdzięcznych ludzi to największa przyjemność i radość, jaką można dać
człowiekowi.
Rozmawiali z uśmiechem przez całą
przerwę na drugie śniadanie i drogę do swoich gabinetów, gdy nagle usłyszeli
spokojny męski głos za swoimi plecami.
-Neville masz jeszcze jakiś
pacjentów dzisiaj? Mam nadzieje, że nie, ponieważ potrzebuje cię pilnie w sali
z… elik… sirami…- Dokończył, Draco patrząc zdziwiony na Hermionę- Granger… a ty,
co tu robisz…?- Zapytał a Hermiona odsunęła się kilka kroków- Hej hej… nie bój
się…- Powiedział uśmiechając się niepewnie.
-To samo pytanie chciałabym zadać
tobie… Malfoy…- Dodała niepewnie- I jeśli masz zamiar mnie obrażać to proszę…
spłynie to po mnie bez echa…
-Spokojnie Hermiono…- Neville od razu
położył dłoń na jej ramieniu.
Draco Malfoy przyglądał się przez
chwilę Hermionie. Widział w oczach dziewczyny obrzydzenie… Obrzydzenie
spowodowane nim samym. Westchnął ciężko czując zakłopotanie, ale nie spuścił
jednak wzroku wciąż patrząc na dziewczynę.
-Pracuję tu Granger… tak samo jak
ty… chyba lepiej będzie jak… ja już pójdę… Neville wpadnij jak znajdziesz czas-
Powiedział Malfoy i napięcie odwrócił się odchodząc w przeciwnym kierunku.
Hermiona przez chwilę przyglądała
się Draco i gdy jego blond czupryna ukryła się za drzwiami na końcu korytarza
wybuchła patrząc na Nevilla.
-Dlaczego nikt nie powiedział mi, że
Malfoy… ta śmierdząca ropucha tu pracuje?- Zapytała czując jak cała drży na
samą myśl o nim.
-Hermiono uspokój się… Nikt ci nie
powiedział, żebyś nie zrezygnowała ze swoich marzeń z pracy tu… po drugie Draco
się zmienił…- Powiedział, ale kobieta natychmiast mu przerwała.
-Zmienił? Ty chyba żartujesz to jest
Malfoy. Od kiedy w ogóle jesteście w tak dobrych kontaktach? Przecież to facet,
który zatruwał mi cały pobyt w Hogwarcie… zresztą tobie też- Powiedziała
Hermiona na jednym tchu- Facet, który wciąż uświadamiał mi jak nie jestem
idealna… uświadamiał mi to…, że jestem szlamą…
-Proszę cie nie myśl tak Hermiono…
On naprawdę nie jest już taki… Bitwa o Hogwart wszystko zmieniła, a na pewno
zmieniła jego, uwierz mi…
-Może i się zmienił…, ale nic i nikt
nie zmusi mnie do tego bym mu wybaczyła…
***
Draco siedział w swoim gabinecie
zamyślony. Wiedział, że Hermiona ma zacząć pracę w Mungu… i sam w duchu cieszył
się na to, jednak nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji z jej strony. Ale
czego innego się spodziewał po tym wszystkim jak ją traktował? Był dupkiem…
cholernym dupkiem i nic niestety nie mogło zmienić tego, co było kiedyś.
Poprawił się odrobinę na krześle i
przegarnął swoje włosy. Zaczął się zastanawiać, kiedy to zmieniły się jego
uczucia do tej dziewczyny… tego sam nie wiedział. Na szczęście wiedział, że
Hermiona nie jest dla niego…
Po pierwsze była zajęta przez tego
rudzielca. Draco dowiedział się nawet, że za pół roku mają się pobrać…, co na
jego nieszczęście… wywołało to u niego czarną rozpacz wypłukiwana litrami
ognistej whisky…
Po drugie Hermiona nienawidziła go z
całej siły. I miała racje…, bo jak można wybaczyć komuś tak okropne świństwa…
Po trzecie i najważniejsze… Hermiona
była najwspanialszą i najpiękniejszą kobietą, jaką znał…
W ten właśnie sposób argumentował
sobie, że Hermiona Granger nie jest dla niego…
Jednak to nie zmieniało faktu, że…
Ją kochał…
------------------------------------------------
Hej Hej. Mam dla was pierwszy rozdział nowego opowiadania :D Nie rozpisuje sie. Piszcie jak wam się podoba i wgl :D
Bayo
Artistico♥
sobota, 16 sierpnia 2014
Czy nadszedł czas pożegnania?
Witajcie kochani, kilka dni zbierałam się by napisać tą notkę ponieważ bardzo ale to bardzo ciężko jest mi zakończyć to co trwało ponad rok. Niesamowicie zżyłam się z wami i moim opowiadaniem ale no cóż, wszystko gdzieś się kiedyś zaczyna i gdzieś się kończy.
Nigdy nie pomyślała bym, że wciągnie mnie pisanie i tworzenie czegoś innego na papierze niż portrety czy też jakieś inne moje bazgroły. Byłyście cały czas przy mnie. Nigdy nie naciskałyście z rozdziałami nawet gdy musiałam zrobić szkolną trwającą 10 miesięcy przerwą. Dla was chciała bym tworzyć więcej... jednak jak wiecie nie dany jest mi czas... Jednak nie mówię ŻEGNAJ... tylko do zobaczenia. Może po maturze uda mi się stworzyć nową historię? Może w roku szkolnym zacznę już coś pisać? Tego nigdy nie wiadomo. Dlatego DO ZOBACZENIA za miesiąc, pół roku, rok a może nawet jutro... tego nie wie nikt. Nikt nie zna dnia i godziny. Tego nie wiem nawet ja sama...
Nie wiecie jak cieszy mnie każdy was komentarz, każde ciepłe miłe słowo płynące prosto z waszych serc. Do dla każdego autora miód dla uszu a w moim przypadku oczu serca i wielu innych narządów.
Ubolewam jednak niestety nad strata czytelniczek szczególnie tych z przed przerwy ponieważ wiem jak dużo was było... Dlatego mam do was prośbę. Jeśli którakolwiek z was ma bloga, stronę lub cokolwiek innego a lubi mojego bloga a na dodatek oczywiście miała by ochotę napisać o tym, że coś takiego jak mój blog istnieje i dodać, że zakończyłam swoje opowiadanie będę was z radością nosić na rękach gdyż mogło by to pomóc dotrzeć do starych i pozyskać nowe czytelniczki. Jednak do niczego was nie zmuszam kochane. Pod tą notką jeśli macie ochotę zostawcie namiary na swoje blogi nawet jeśli już kiedyś je pisałyście ponieważ chętnie przeczytam coś nowego a wcześniej na nic takiego nie miałam ochoty. Później edytuję tą notkę i wszystkie wysłane mi strony znajdą się tu by każdy mógł zajrzeć do moich czytelniczek bez których nie powstało by to opowiadanie.
Odpowiem też gdzie mozliwie szukać moich innych opowiadań jeśli się jakieś kiedyś pojawią? Napewno na tym blogu poniewaz nie mam w planach zakładanie kolejnego bloga. Difficult love nie jest tytułem opowiadania tylko nazwą bloga a o tytuł opowiadania pytam was kochane. Swoje propozycje też piszcie w komentarzach pod notką. Tytuł ujawnie dopiero gdy pojawi się już wersja PDF. Tu rodzi się kolejna sprawa jaką jest beta którą potrzebuje do sprawdzenia zanim opowiadanie w owej wersji się pojawi. No to chyba na tyle kochane. Trzymajcie się ciepło, nie zapominajcie o mnie :) Jeśli którakolwiek z was miała by ze mną ochotę popisać zapraszam na ask lub też na FB wejdzie w zakładke FANPAGE.
Pozdrawiam was ciepło. Całusy. Artistico♥
Nigdy nie pomyślała bym, że wciągnie mnie pisanie i tworzenie czegoś innego na papierze niż portrety czy też jakieś inne moje bazgroły. Byłyście cały czas przy mnie. Nigdy nie naciskałyście z rozdziałami nawet gdy musiałam zrobić szkolną trwającą 10 miesięcy przerwą. Dla was chciała bym tworzyć więcej... jednak jak wiecie nie dany jest mi czas... Jednak nie mówię ŻEGNAJ... tylko do zobaczenia. Może po maturze uda mi się stworzyć nową historię? Może w roku szkolnym zacznę już coś pisać? Tego nigdy nie wiadomo. Dlatego DO ZOBACZENIA za miesiąc, pół roku, rok a może nawet jutro... tego nie wie nikt. Nikt nie zna dnia i godziny. Tego nie wiem nawet ja sama...
Nie wiecie jak cieszy mnie każdy was komentarz, każde ciepłe miłe słowo płynące prosto z waszych serc. Do dla każdego autora miód dla uszu a w moim przypadku oczu serca i wielu innych narządów.
Ubolewam jednak niestety nad strata czytelniczek szczególnie tych z przed przerwy ponieważ wiem jak dużo was było... Dlatego mam do was prośbę. Jeśli którakolwiek z was ma bloga, stronę lub cokolwiek innego a lubi mojego bloga a na dodatek oczywiście miała by ochotę napisać o tym, że coś takiego jak mój blog istnieje i dodać, że zakończyłam swoje opowiadanie będę was z radością nosić na rękach gdyż mogło by to pomóc dotrzeć do starych i pozyskać nowe czytelniczki. Jednak do niczego was nie zmuszam kochane. Pod tą notką jeśli macie ochotę zostawcie namiary na swoje blogi nawet jeśli już kiedyś je pisałyście ponieważ chętnie przeczytam coś nowego a wcześniej na nic takiego nie miałam ochoty. Później edytuję tą notkę i wszystkie wysłane mi strony znajdą się tu by każdy mógł zajrzeć do moich czytelniczek bez których nie powstało by to opowiadanie.
Odpowiem też gdzie mozliwie szukać moich innych opowiadań jeśli się jakieś kiedyś pojawią? Napewno na tym blogu poniewaz nie mam w planach zakładanie kolejnego bloga. Difficult love nie jest tytułem opowiadania tylko nazwą bloga a o tytuł opowiadania pytam was kochane. Swoje propozycje też piszcie w komentarzach pod notką. Tytuł ujawnie dopiero gdy pojawi się już wersja PDF. Tu rodzi się kolejna sprawa jaką jest beta którą potrzebuje do sprawdzenia zanim opowiadanie w owej wersji się pojawi. No to chyba na tyle kochane. Trzymajcie się ciepło, nie zapominajcie o mnie :) Jeśli którakolwiek z was miała by ze mną ochotę popisać zapraszam na ask lub też na FB wejdzie w zakładke FANPAGE.
Pozdrawiam was ciepło. Całusy. Artistico♥
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Epilog
Epilog
1 wrzesień
2017
-Zobaczycie
spóźnimy się!- Powiedziała Hermiona idąc za rękę z 10 letnią córeczką Florą.
Pędzili
szybko między ludźmi w mugolskiej części King's Cross. Draco pomagał pchać
swoim syna duży wózek obładowany w wielkie kufry i dwie klatki z sowami jedną
szarą a drugą śnieżno białą z kilkoma czarnymi piórami.
W
końcu dostali się na peron 9 i 3/4. Draco spokojnie włożyła kufry chłopców do przedziału
i wrócił z nimi do swojej żony.
-Gdzie
oni są?- Zapytała zmartwiona rozglądając się za Harrym i Ginny.
-Idą
już- Pokazała uradowana Flo mocno ściskając na powstanie Lilly.
Po
chwili reszta dotarła do nich. James bardzo szybko wszedł do wagonu przelotnie
żegnając się z Ginny zaś Lilly zawzięcie dyskutowała o czymś z Florą.
-Gdzie
jest Harry i Albus…?- Zapytał Draco rozglądając się za swoim przyjacielem.
-No
właśnie!- Powiedział Polluks- Przecież Albus ma iść z nami teraz do szkoły…
Wszyscy
zachichotali wesoło patrząc na Polluksa
-Spokojnie.
Harry rozmawia z Albusem. Ten bardzo się boi… Martwi się co będzie, jeśli trafi
do Slytherinu…
-My
chcemy trafić do Slutherinu!!!- Odpowiedzieli chóralnie bliźniacy.
-No,
bo wy głupi jesteście….- Powiedziała Flora przytulając się do swojej matki- Ja na
pewno trafię do Gryfindoru tak jak mama.
-Przynajmniej
ty jedna…- Zachichotała Hermiona głaszcząc córkę po główce.
Po
krótkiej chwili dotarli do nich Harry i Albus.
-Mamusiu
a my z Florą też możemy jechać do Hogwartu?- Zapytała Lilly robiąc do Ginny
słodkie oczy a tego samego chwytu od razu wypróbowała na ojcu Flo, która
wiedziała, że ten nigdy niczego jej nie odmawia.
-Wiesz
kochanie, że nie mogę nic z tym zrobić… Musicie obie poczekać jeszcze dwa lata
i dopiero wtedy pojedziecie do Hogwartu.
Flora
zrobiła kwaśną minę na słowa ojca, który jeszcze nigdy nic nie odmówił swojej
jedynej córeczce, która wbrew zakazom żony rozpieszczał jak mógł.
Zabrzmiał
gwizdek, który oznajmił, ze czas powoli wsiadać do pociągu. Hermiona i Draco
mocno wyściskali bliźniaków każąc im od razu wysłać sowę po kolacji. Ci zaś z
ogromnym uczuciem pożegnali się z młodszą siostrą, którą wbrew wszystkiemu
kochali i szanowali.
-Będziemy
tęsknic Flo- Powiedział Kastor.
-Tak,
opiekuj się kotem. Będziemy do ciebie pisać!- Powiedział radośnie do siostry,
gdy cała czwórka znalazła się już w swoim przedziale.
-My
za wami też…- Odpowiedzieli chóralnie.
Stali
tak przez chwile w milczeniu i w skupieniu patrząc jak ich dzieci tak samo jak
oni kiedyś jadą do Hogwartu zaczynając swoja wielką nową niesamowitą przygodę…
***
Drodzy rodzice,
Tak jak mówiliśmy dostaliśmy się do
Slytherinu. Mamo powiedz szybko tacie. Mamy nadzieje, że jesteście z nas dumni.
Mamy nadzieje, ze dziadek Lucjusz również będzie w końcu on sam kiedyś chodził
do Slytherinu, chodź mówił, że możemy też trafić do Gryfindoru, bo ty w nim
byłaś a wyrosłaś na wspaniałą czarownice.
Albus też dostał się do Slytherinu.
Nawet nie wiesz jak się cieszymy. James trochę marudził. Ale my wiemy, dlaczego.
Boi się, ze jak dostaniemy się do drużyny Slytherina to ogramy Gryfindor za
każdym razem. Musi teraz liczyć, że Flora i Lilly dostaną się do Gryfindoru, bo
tylko one mogą ich uratować.
Nasze dormitorium jest ładne i dość
duże, ale jest nas 4 i oprócz nas i Albusa jest z nami jeszcze jeden chłopak,
ale nie pamiętamy w ogóle jego imienia…, Ale to, kiedy indziej wam napiszemy.
Smutno nam będzie bez Flo i Lulu no
i was, dziadków, cioci i wujka, Lilly i bez naszych mioteł. To niesprawiedliwe,
że na pierwszym roku nie można mieć mioteł. Czy tatuś nie może coś z tym
zrobić?
Jedzenie jest pyszne, ale już nie możemy
się doczekać aż wrócimy do domu na święta.
Kochamy was i pozdrawiamy
Kastor i Polluks
~~~~
I w końcu epilog. Nie mam już siły po dzisiejszym maratonie się rozpisywa dlatego napisze dla was jutro osobną notkę podsumowującą wszysko. A teraz zapraszam do lektury kochane
Artistico♥
Rozdział XXX
Rozdział XXX
"Happy
End?"
20 sierpień
2007
Nadszedł
dzień rozprawy… razem z Hermioną nie spał całą noc. Po prostu… zwyczajnie tulił
ja do siebie pozwalając jej wypłakać się spokojnie w swój rękaw.
Rano
przyjechali do nich rodzice, Hermiony którzy mieli zostać z chłopcami na czas
rozprawy.
-Chłopcy
tylko dobrze opiekuje się mamusia…- Powiedział uśmiechając się delikatnie do synów,
co wywołało kolejny napad płaczu u swojej żony.
***
Wolnym
krokiem szli w kierunku Wizengamotu. Czuła jak ze zdenerwowania trzęsą jej się
ręce a sama w środku walczyła ze sobą.
-Draco…
wracajmy… zabierzmy chłopców i uciekajmy stąd… daleko stąd… gdzieś gdzie nie
będą nas szukać… Draco ja nie chce cie stracić… Ja cie potrzebuje… Kocham cie…
dzieci cię kochają….- Powiedziała spanikowana mocno tuląc się do niego pod
samymi drzwiami.
-Ćśś…
spokojnie słoneczko… Nie możemy… To nie w stylu Malfoyów żeby uciekać myszko…-
powiedział Draco całując ją czule wciąż mocno trzymając ją w swoich ramionach-
Poradzimy sobie z tym… musimy…
***
-Oskarżony
Draco Malfoy…?- Zapytał Kingsley a on jak na zawołanie wstał ze swojego miejsca
na środku sali i spojrzał na Ministra Magii.
-Jestem,
zgłosiłem się na wezwanie- Odpowiedział grzecznie rozglądając się po sali.
Wokół
niego siedziało wielu sędziów ubranych w fioletowe szaty z wyhaftowanym na
piersi po lewej stronie dużym "W".
-Wezwano
Pana w sprawie oskarżenia, jakie wniosła Pani Jacqueline La Brun. Został Pan
oskarżony panie Malfoy o użycie zaklęć niewybaczalnych na Pani La Brun. Mowa
jest tu o zaklęciach Crucio i Imperio oraz Okulmencji. Czy przyznaje się pan do
zarzucanych Panu Oskarżeń?- Zapytał Minister Magii patrząc na niego w skupieniu
na niego.
Złapał
głośno powietrze i spokojnie wypuścił je nosem, gdy jego spojrzenie znalazło Jacqueline.
Siedziała w ciszy przy sędziach mierząc go wzrokiem.
-Tak…-
odpowiedział spokojnie wywołując u sędziów wielkie poruszenie.
-Panie
Malfoy… czy ma Pan coś na swoje usprawiedliwienie?
I
tak zaczęły się przesłuchania. Na początku opowiedział o wyjeździe jego i
Hermiony do Francji gdzie Jacqueline podała jej śmiertelny eliksir, którym
próbowała zabić jego żonę i nienarodzone dzieci. Następnie wypowiadali się
uzdrowiciele na temat zagrożenia życia i jego heroicznej walce o życie swojej
rodziny.
Przesłuchania
trwały 3 godziny… każdy z nich miał już dosyć, ale starał się tego nie
okazywać. Jedyną nieobecną duchem na tej sali była Hermiona. Siedziała w ciszy
koło Harrego, który delikatnie tulił ją do siebie wciąż pocieszając.
W
końcu przemówił Kingsley swoim spokojnym doniosłym głosem.
-Kto
jest za uznaniem winy oskarżonego Dracona Malfoya….?
Siedział
ze spuszczoną głową obawiając się spojrzeć na tłum dłoni sędziów uniesionych w
górze…
***
Delikatnie
uniosła głowę do góry by spojrzeć na swojego męża. Siedział spokojnie na środku
sali z głową wciąż spuszczoną i zamkniętymi oczami…
Sama
w obawie spojrzała na rzędy zgromadzonych sędziów…
Żaden…,
ale to żaden z nich nie uniósł swojej ręki.
-Kto
jest za uniewinnieniem oskarżonego Dracona Malfoya…?
Jak
na komendę wszyscy wraz z ministrem Magii unieśli swoje dłonie.
-Oskarżony
oczyszczony ze wszystkich zarzutów- Powiedział Kingsley a ona nie mogła ukryć
swojej radości, gdy wyskoczyła ze swojego rzędu i wpadła prosto w otwarte
ramiona swojego męża.
-A
jednak Happy End…- Wyszeptał do jej ucha nie wypuszczając jej ani na moment z
objęć.
***
20 marzec 2008
Odczuwał
wewnętrzny spokój odkąd został oczyszczony ze wszystkich zarzutów a Jacqueline
została skazana na pocałunek Dementora i wieczny pobyt w Azkabanie za próbę
zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.
Delikatnie
głaskał swoją żonę po ramieniu, gdy ta karmiła piersią ich maleńką córeczkę.
Chłopcy spali smacznie: Kastor po jego prawej stronie Polluks zaś na jego
kolanach.
Ich
córka przyszła na świat 4 lutego dokładnie tydzień przed narodzinami córki
Harry'ego i Ginny- Lilly Luny.
Maleństwo,
które trzymała na rękach Hermiona pomimo swoich niecałych dwóch miesięcy miała
na głowie jasne blond włosy a oczy błękitne, które połyskiwały jak pięknie
wyszlifowane diamenty. Pomimo tak wielu różnic była bardzo podobna do swojej
matki i kompletnie inna od swoich braci.
Chłopcy od zawsze wydawali się być silniejsi… ona zaś byłą delikatna i
śliczna jak najpiękniejsza łąka z kwiatami.
Długo
rozmyślali nad imieniem dla swojej córki…. W końcu wybrali idealne…
Flora
Hermiona Malfoy… na cześć greckiej bogini wiosny i kwiatów. Tak drugie imię
również pochodzi od bogini… jego własnej…
-Zasnęła…-
Wyszeptał, gdy Hermiona położyła zmęczona głowę na jego ramieniu.
-Tak…
nareszcie…, Flo jest cudownym dzieckiem, ale musze przyznać…. Chłopcy w jej
wieku byli grzeczniejsi…- Zachichotała bardzo cicho.
Draco
rozejrzał się po łóżku i ich niesfornej rodzince.
-Spójrz…
i pomyśleć, że to wszystko zaczęło się tak niedawno…- Powiedział głaszcząc żonę
po długich niesfornych lokach.
-
Prawie 4 lata temu kochanie….
-Tak
wiem…, ale teraz musimy być szczęśliwi.
Ty,
ja, Kastor, Polluks i mała Flora… to nie mogło nie skończyć się
Happy
Endem…
***
Za
co pokochała Dracona? Chyba za jego nieustępliwość… Jego waleczność i pewność
siebie… za jego dążenie do celu. Jak to mówią mugole: Po trupach do celu. Wiedziała
doskonale, że dla niej i dzieci zrobi wszystko. Mogła liczyć na niego w każdym momencie.
Był świetnym ojcem. Potrafił się zająć dziećmi jak nie jedna lepsza matka.
Jego
urok osobisty i wdzięk były wspaniała kokardą na prezencie od losu w postaci
Dracona Malfoya…
***
Za
co pokochał Hermione? Za jej mądrość i niewyparzoną buzie. Oh kiedyś myślał, że
ta cecha w niej denerwuje. Jak bardzo się mylił.
Kochał
ją za wdzięk, piękne ciemnobrązowe włosy i równie ciemne i błyszczące jak u Flo
oczy. Kochał ja za to, że potrafiła znaleźć rozwiązanie każdego problemu, za
wspaniałe dzieci, które mu dała i za nadzieje za lepsze jutro.
Cały
czas dziękował za to, że pomimo swoich okropieństw- miał ją.
Wciąż
walczyłby nikt tego cudu mu nie zabrał…
***
Zapewne
każdego z was ciekawi jak zakończyła się ta inna zwyczajna i nadzwyczajna
historia? To proste. Kiedy jest dwóch ludzi, którzy się kochają i są wobec
siebie szczerzy ich uczucie trwa, miłość ewoluuje na coraz to wyższy stopień i
nic nie ma prawa się popsuć. Oczywiście występują kłótnie… no, ale powiedzmy
sobie szczerze… one występują wszędzie. Przykładem może być chodźmy kłótnia
dwóch dorosłych mężczyzn o to, którego córeczka poderwie więcej chłopaków jak
dorośnie.
Zaufanie
jest podstawą. Podstawą do budowania wspólnej przyszłości. Wiecznej
przyszłości. Życia po życiu…
W
końcu osiągnęli spokój. Każda z historii zakończyła się po swojemu nie zważywszy
na inną… Jedni byli szczęśliwi… drudzy mniej… no, ale taka jest kolej rzeczy…
Niestety.
~~~~
Nie moge uwierzyć że dodałam w końcu ostatni rozdział... Samą mnie to przeraża. Ale to koniec. Zabieram się do pisania Epilogu. Trzymajcie się :**
Artistico♥
niedziela, 3 sierpnia 2014
Rozdział XXIX
Rozdział XXIX
"Gdy
życie wciąż jest piękne"
28 lipiec 2007
Leżała
na kocu w ogrodzie z zamkniętymi oczami. Pogrążona była spokojnie w swoich
myślach. Po chwili poczuła nad sobą czyjąś obecność. Delikatnie otworzyła oczy
i zachichotała słodko na to, co zobaczyła.
-Spis
mamusu?- Zapytał Polluks pochylając się jeszcze bardziej nad nią.
-Nie
spi!!!- Pisnął Kastor i oboje mocno rzucili się na nią wtulając się w nią radośnie.
-CHŁOPCY!!!-
Krzyknął od razu Draco odkładając gazetę.
W mgnieniu oka znalazł się przy nich i zdjął bliźniaków z niej-
Tłumaczyłem wam, że nie możecie już tak mocno skakać na mamusie. Jesteście już
więksi a mamusia nie może tak was dźwigać- Powiedział całując maluchów w
policzki i przytulił ich do siebie.
Wstała
spokojnie z koca i delikatnie przytuliła się do nich całując czule każdego w
osobna.
-Wiem
kochanie, że się martwisz, ale oni nie zrobią mi krzywdy… później będą musieli
uważać. Na razie ciąży po mnie jeszcze nie widać… to dopiero drugi miesiąc...-
Powiedziała spokojnie głaszcząc chłopców po brązowych czuprynkach.
-Tak
wiem…, ale wiesz… lepiej dmuchać na zimno…
-Wiem
skarbie… Chyba trzeba będzie pomyśleć by w końcu powiedzieć to wszystkim…
***
30 lipiec 2007
O
tym, że jest w ciąży wiedzieli już od dwóch tygodni. Z ich obliczeń maleństwo
miało urodzić się jakoś na początku lutego.
Tego
dnia jej rodzice organizowali niewielkiego grilla z kilkoma znajomymi, na
którego zaprosili ich z chłopcami.
Draco
przygotował jakąś przepyszną sałatkę i razem z Kastorem i Polluksem teleportowali
się do domku jej rodziców. Tam w ogrodzie ustawiony został duży pawilon, pod
którym ustawiony został stół a jej tata donosił do niego krzesła.
-Tato
pomogę ci- Powiedział od razu Draco stawiając chłopców i podbiegł do swojego
teścia.
Ona
w tym czasie razem z chłopcami poszła do jej mamy. Nie obyło się oczywiście bez
obcałowania Kastora i Polluksa oraz obdarowania ich nowymi mugolskimi
samochodzikami.
-Mamo
prosiłam was, żebyście przestali z tymi prezentami… ile można… potem powiedzą
dziś nie idziemy do dziadków, bo ostatnio nam nic nie dali. Muszą nauczyć się
bezinteresowności i kultury wobec innych. Zobaczycie skończy się tak, że na święta
nie dostaną nic, bo wszystkie prezenty zabierzemy.
-Och
no dobrze córeczko, przepraszam już nie będziemy… my po prostu uwielbiamy patrzeć
jak oni się cieszą… a właśnie słonko odchodząc od tematu… Czy ty, aby nie
chcesz mi czegoś powiedzieć?- Zapytała jej mama z bardzo tajemniczym uśmiechem.
Patrzyła
na nią chwile w milczeniu, ale zaraz uśmiechnęła się szeroko.
-Skąd
wiesz…?- Zapytała spokojnie.
-Oj,
bo to widać po tobie córeczko jesteś cała rozpromieniona i taka… no taka szczęśliwa…
Oh skarbie gratuluje wam- Powiedziała mocno ją przytulając- Który to miesiąc?
-Drugi!-
Odpowiedziała odpowiadając z ochotą na uścisk mamy.
-Tak
bardzo się cieszę słoneczko. Tak bardzo się cieszę, ze jesteś tak szczęśliwa…
***
Wizyta
u teściów przebiegła wspaniale. Wszyscy ich przyjaciele powitali go bardzo miło
chodź i tak o wiele większym zainteresowaniem cieszyli się chłopcy oraz
informacja, ze po nowym roku ponownie zostaną rodzicami. No, ale kto by nie
cieszył się z takiej informacji?
Dość
późno wrócili do swojego domu z brzdącami śpiącymi na jego rękach. Hermiona
pomogła mu przebrać chłopców w piżamy i utulić spokojnie do snu.
Sami
korzystając z okazji, że chłopcy zasnęli bez problemu wzięli razem kąpiel
pozwalając sobie na odrobinę relaksu.
-Urlop
macierzyński kończy mi się w grudniu… W grudniu będę już w 7 miesiącu i nie
będę w stanie pracować… potem kolejny rok urlopu…- Westchnęła ciężko Hermiona-
Myślisz, że dam radę po tak długiej przerwie wrócić do domu… czy raczej…
powinnam z niego zrezygnować…- Zapytała patrząc mu głęboko w oczy.
-Skarbie…
Najchętniej powiedziałbym, zostań w domu z dziećmi…, ale to nie dla mojej
Hermiony… Ty musisz pomagać całemu światu… a z domu nie dasz rady tego robić…-
Powiedział głaszcząc ją po policzku- Kto jak nie ty da sobie radę… Skarbie
przecież ty cały czas pracujesz… Przecież, co chwila tak jak każesz przynoszę
ci co nowe to papierki a potem odnoszę na nowo do ministerstwa. Kochanie…
dzieci w końcu pójdą do Hogwartu… a ty chcesz wtedy zostać sama w domu? Jak
będziesz w pracy będziemy się częściej widywać… a w domu… z dziećmi będzie mogła
zostawać moja mama twoja też od czasu do czasu będą się wymieniać. Mamy też Mgiełkę,
która wspaniale prowadzi nasz dom… Hermiono ty musisz wrócić do pracy… i to bez
dyskusji…- Powiedział uśmiechając się wesoło i pocałował ją czule.
-Masz
racje kochanie… masz świętą racje- Zamruczała i odwzajemniła jego pocałunek.
***
15 sierpień
2007
Od
około tygodnia wszyscy wiedzieli, że Hermiona jest w ciąży. Co zabawne okazało
się, że Ginny również. Gorszą informacją było to, że Lavender również spodziewa
się kolejnego dziecka, co oczywiście Hermiona uznała za wspaniała wiadomość,
albowiem uważała, że Ron zmądrzał (jak by to było możliwe skoro facet nigdy nie
używał swojego mózgu) i postanowił zająć się odpowiedzialnie swoja rodziną a im
dać naprawdę święty spokój.
Gorsza
informacją okazało się to, że miał mieć sprawę w Wizengamotcie. Na jaw wyszło
to jak okrutnie potraktował Jacquline. Chodź od sprawy minęły ponad dwa lata,
kobieta postanowiła oskarżyć go za użycie wobec niej zaklęć niewybaczalnych.
Chodź wszyscy uzdrowiciele i ich przyjaciele postanowili zeznawać na jego korzyść
doskonale wiedział, ze będzie musiał trafić do Azkabanu.
Hermiona
była zrozpaczona a on niestety nie mógł nic więcej na to poradzić… prawda była
wiadoma, że za użycie zaklęć niewybaczalnych szło się do Azkabanu.
Gdy
głębiej się nad tym zastanowił nie przerażało go to tak… Nie żałował tego, co
zrobił. Każdy doskonale wiedział, że ropucha na to zasłużyła. Cieszył go fakt,
że Hermiona jest zdrowa, chłopcy są cali a po nowym roku na świat miał przyjść
kolejny owoc ich miłości.
Smucił
go jedynie fakt, że mógł nigdy nie zobaczyć nienarodzonego dziecka… nie mógłby
więcej patrzeć jak wszyscy dorastają. Miał nadzieje, że będzie to córeczka… Tak
piękna i mądra jak jej matka. Odważna jak Lwica i sprytna jak Wąż…
Nie
bał się, o Hermionę. Wiedział, ze będą mieli, za co żyć. W banku Gringotta
mieli mnóstwo złota a majątek wciąż się powiększał. Będzie miała wsparcie jego
i swoich rodziców, ich przyjaciół…
Patrzył
z bólem jak codziennie szlocha w nocy w poduszkę… Próbowała w ten sposób ukryć ból,
jaki ją ogarniał na myśl, że za 5 dni mogą go skazać… a wtedy nigdy więcej się
nie zobaczą. Miał nadzieje tylko, że wtedy w jakiś sposób zapomni o nim i ułoży
sobie życie z kimś innym… z kimś, kto będzie dobrym ojcem dla ich dzieci.
Pomimo
tego, iż Hermiona w nocy płakała za dnia przemieniała się w demona walki. Przesiadywała
godziny przy książkach i dekretach szukając przepisów, które pomogłyby go
uniewinnić. Wciąż powtarzała, że jeśli będą próbowali go za brać najpierw będą
musieli ją zabić.
Gdy
chciał jej wytłumaczyć wszystko… prosić ją by mu coś obiecała, jeśli go skarzą…
wtedy nawet go nie słuchała. Nie umiała przyjąć do wiadomości tego, co sama
doskonale wiedziała już od dnia, w którym Harry w imieniu Aurorów przyniósł mu
osobiście wezwanie do Wizengamotu…
Nie
myślał, że tak właśnie skończy się ich wspaniałe Love story… ten cudowny Happy
End… Miał nadzieje na żyli długo i szczęśliwie… Niestety… rzeczywistość jest
inna…
Jedyne,
czego był pewien… to, że było warto…
A
teraz czas zapłacić za swoje grzechy…
~~~~
Wow, nie myślałam, że pójdzie mi tak szybko. Wiem, ze wstawiam jak burza ale musze to jak najszybciej skończyć. Po północy miał być ten rozdział a najprawdopodobniej będzie ostatni 30. A jutro a może nawet w nocy doczekacie sie epilogu. Kto nie może się doczekać czatuje ze mną :) Bayo wracam do pisania. Wszystko dokładnie poukładane w głowie. Czy wy tak samo jak ja nie mozecie doczekać się końca?
Artistico♥
Rozdział XXVIII
Rozdział XXVIII
"Coś
dla mnie, coś dla ciebie"
5 czerwiec 2006
-Nie
mam na nic siły…- Powiedziała z uśmiechem na twarzy padając na ich wielkie
małżeńskie łoże.
-No,
ale trzeba przyznać kochanie, że przyjęcie się udało prawda?- Zapytał Draco z
łazienki.
-O
tak, tak było cudowne… Oh kochanie wciąż nie mogę uwierzyć, że od roku jesteśmy
małżeństwem…- Powiedziała szczęśliwa przeciągając się na łóżku.
Draco
zawtórował jej swoim wesołym uśmiechem, gdy wyszedł kompletnie nagi z łazienki.
Spojrzała na niego z uśmiechem bardzo delikatnie przygryzając swoja wargę.
-Zapomniałeś
czegoś…- Zachichotała wesoło i pokazała na swoją dość skąpą koszulkę nocną,
którą dostała od niego na urodziny.
-Nie,
nie kochanie… O niczym nie zapomniałem…- Powiedział Draco najbardziej seksownym
i podniecającym głosem na świecie, gdy wszedł powoli na łóżko i położył się
koło niej- To ty słonko o czymś zapomniałaś… I chodź uwielbiam cię w tej
piżamce… Na przyjęciu po przyjęciu obowiązują kompletnie inne stroje…-
Zamruczał seksownie ściągając z niej koszule nocną i rzucił ją w kąt pokoju-
Mmm… tak lepiej… Teraz możemy zacząć nasze małe prywatne przyjęcie…
I
tak o to zaczęła się o wiele bardziej interesująca rozmowa…, która zawierała
tak niewiele słów…
***
16 czerwiec
2006
Chłopcy
mieli już pół roku. Czas płynął nieubłagalnie a oni wciąż byli szczęśliwy.
Kastor i Poll rośli jak na drożdżach. Oboje mieli króciutkie brązowe włosy
chodź z twarzy o wiele bardziej byli podobni do swojego ojca, możliwe, że to za
sprawą olśniewającego i zarazem najsłodszego uśmiechu na świecie. Bliźniaków
kochali wszyscy, którzy tylko ich poznali. Byli dosłownie rozpieszczani przez
ich rodziców, na co ona z Draco zawsze się buntowała gdyż każdy z nich chciał
uniknąć wychowania małych Draco, jakim był, gdy chodził jeszcze do szkoły.
Kastor
i Polluks zostali ochrzczeni, gdy mieli dwa miesiące. Naprawdę trudną decyzją
było wybranie dla nich rodziców chrzestnych jednak po długich rozmowach
zdecydowali, że rodzicami chrzestnymi Kastora zostanie przyjaciel Draco Blaise
Zabinni wraz z jej najlepszą przyjaciółką Ginny zaś Poll'a Harry z Luną
Lovegood. Każde na wieś o tym niezmiernie ucieszyło się i od dziś wszyscy są
ich bardzo częstymi gośćmi.
Tydzień
temu urodził się kolejny syn Państwa Potter. Chłopcu nadano imię po dwóch
największych dyrektorach szkoły: Albus Severus. Najbardziej na wieść o synu
ucieszył się Harry gdyż na chrzcie chłopców Draco z dumą mówił, że gdy chłopcy
tylko odrobinę podrosną nauczy ich grać w Quidditcha. Odpowiedź Harry'ego była natychmiastowa.
Powiedział, że jak urodzi mu się kolejny syn każdy z nich będzie mógł założyć
swoją małą drużynę by toczyć między sobą małe rozgrywki.
Nie
wiele może mogłoby w to uwierzyć, ale fakt posiadania synów bardzo zbliżył do
siebie Harry'ego i Draco i stworzył naprawdę niesamowitą przyjaźń.
Harry
bardzo oddalił się od Rona nie mogąc mu wciąż wybaczyć wszystkich jego
grzechów: Tego jak zostawił Hermionę, jakiego zamieszania narobił a szczególnie
faktu, że porzucił żonę z maleńką córeczką.
Z
tego, co wiedziała, Rona wypuszczono ze świętego Munga. Stracił pracę w
Ministerstwie gdyż sam Minister Magii nie mógł ryzykować kolejnej wojny z Draco
czy chodź by nią sama, gdy ta wróci do pracy po urlopie macierzyńskim. Ginny
mówiła, że wrócił do Lavender. Miała nadzieje, że tak jest naprawdę i Ron w
końcu się opamięta i zacznie być odpowiedzialnym ojcem dla swojej maleńkiej
córeczki Camille.
***
16 grudzień
2006
Tak
szybko minął rok. Gdy patrzyła na chłopców wciąż widziała w nich maleństwa,
które zobaczyła od razu po urodzeniu. Jednak musiała przyznać się sama przed
sobą, że chłopcy mają już rok. Kastor i Polluks siedzieli na puszystym dywanie
wraz Jamesem oraz Albusem i otwierali z radością to nowe prezenty. Co chwila
słyszeli radosny pisk szczęścia, gdy z pudełek wylatywały, co nóż to nowe
zabawki.
Największą
atrakcją zaś były maleńkie miotełki, na których widok chłopcy oszaleli gdyż
zawsze lubili patrzeć jak Draco lata w ogrodzie na miotle. Czasami latali z nim
chodź zawsze jej serce waliło z przerażenia, gdy tylko unosili się w powietrze.
Pomimo
tego, iż chłopcy ledwo chodzili Draco uznał, że nie szkodzi. Niestety to on
wygrał tą dyskusje a chłopcy miotełki kupione dla nich dawno przez Draco
otrzymali.
I
teraz patrzyła jak jakieś 20 cm nad ziemią unoszą się Kastor, Polluks i James
latając radośnie po ich salonie trzymani za pomocą zaklęć asekuracyjnych przez
swoich ojców i Lucjusza Malfoya.
Co
do Lucjusza… chyba naprawdę się zmienił… Od teraz jest zawsze miły i uprzejmy.
Do niej zawsze zwraca się z szacunkiem. Uśmiecha się do niej przyjaźnie, gdy
wpada bez zapowiedzi po pracy by pobawić się z chłopcami. Jest miły dla jej
rodziców i często rozmawia z jej ojcem nawzajem tłumacząc sobie nawzajem
nieznane dla nich nawzajem sprawy.
-Tylko
błagam was trzymajcie ich dobrze…- Powiedziała Ginny biorąc na ręce małego
Albusa i przytuliła go do siebie.
-A
ty, kiedy pozwolisz mi kupić mojemu chrześniakowi miotełkę?- Zapytał Draco z
uśmiechem patrząc jak lata Kastor, którego utrzymywał.
-Ty
mnie też nie denerwuj z tą miotłą. Najpierw Harry teraz ty… oszaleć można…-
Powiedziała Ginny siadając na kanapie koło Narcyzy.
-Kochanie
nie denerwuj się proszę. Wiesz, ze tylko się z tobą droczymy…- Powiedział Harry
z uwagą obserwując swojego syna.
***
10 marzec 2007
-Dobranoc
maluchy…- Wyszeptał spokojnie całując chłopców w główki. Odłożył książkę na
półkę i spojrzał jeszcze raz na synków.
Kastor
i Polluks spali smacznie w swoich piżamach. Każdy z nich spał w swoim łóżeczku.
Musieli ich rozdzielić po tym jak Poll nabił w nocy sporego siniaka swojemu
bratu.
Wyszedł
z pokoiku chłopców i korytarzem udał się do podwójnych drzwi prowadzących do
sypialni jego i Hermiony.
Kiedy
wszedł do środka Hermiona siedziała na łóżku w swojej koszulce nocnej przykryta
delikatnie kołdrą i z zafascynowaniem czytała książkę. Kiedy wyjrzała zza niej uśmiechnęła
się do niego wesoło i zaraz wróciła do lektury.
W
łazience dość szybko wziął prysznic i wrócił do niej. Nie czytała już książki
tylko leżała na boku wyraźnie zamyślona.
-Co
się dzieje Hermiono…?- Zapytał kładąc się delikatnie koło niej i podciągnął jej
podbródek by spojrzała mu w oczy.
Widocznie
się ożywiła, gdy spojrzała mu w oczy.
-Co
nie nic skarbie… ja po prostu… zastanawiałam się- Powiedziała niepewne
Hermiona- Czy chciałbyś mieć jeszcze jedno dziecko…?
Zaśmiał
się wesoło patrząc na nią.
-Oczywiście.
Przecież rozmawialiśmy już o tym. Jeśli będziemy chcieli mieć kolejne dziecko
odstawisz tabletki i postaramy się się- Odpowiedział spokojnie.
-Czyli
jesteś pewien?
-Oczywiście.
W stu procentach- Powiedział całując ją czule.
-No
to już…- Powiedziała uśmiechając się szeroko.
-Już…
już jakiś czas temu je odstawiłam…
-No
teraz czeka nas najprzyjemniejsza część…- Zamruczał naciągając na nich kołdrę.
Hermiona
zaczęła chichotać radośnie by po chwili złączyć się w nim w rozkosznym
pocałunku.
~~~~
Nie rozpisuję się tu zbytnio :D Mam zamiar do jutra skończyć opowiadanie. Po północy powinien pojawić się kolejny rozdział. Bay :**
Do końca pozostały 2 rozdziały+ epilog
Artistico♥
sobota, 2 sierpnia 2014
Rozdział XXVII
Rozdział XXVII
"By
dostać się na świat"
15 grudzień
2005
-Ta
choinka jest piękna…- Powiedziała zachwycona wolnym krokiem podchodząc do
wielkiej żywej choinki ustawionej w salonie niedaleko kominka z dłońmi
ułożonymi na swoim ogromnym brzuchu.
Draco
uśmiechnął się szeroko podchodząc do niej i pocałował ją czule delikatnie
przytulając.
-Tak
się cieszę się, że ci się podoba skarbie- Uśmiechnął się radośnie całując ją w
nos.
Draco
wyciągnął swoją różdżkę i jednym jej machnięciem sprawił, że dekoracje i ozdoby
szybko znalazły się na choince. Uśmiechnęła się zadowolona i bardzo ostrożnie
usiadła na kanapie.
-Gdyby
nie fakt, że ledwo mogę się poruszać sama z przyjemnością ubrałabym tą choinkę.
Co roku tak robiłam z mama…, od kiedy tylko pamiętam…- Uśmiechnęła się
zadowolona głaszcząc się po brzuchu- Będę ją zawsze od następnych świat ubierać
z naszymi dziećmi.
Draco
zadowolony posprzątał resztę pudełek i udał się do swojego gabinetu by
dokończyć swoją pracę.
***
Od
ponad dwóch tygodni pracował tylko w domu by być cały czas przy swojej
ciężarnej żonie. Hermiona zaczęła się w pewnym momencie na niego skarżyć gdyż
jak to ujęła: Zrobił się za bardzo upierdliwy i nerwowy. I musiał zaprzestać
swojej troski i opieki gdyż mógł przysiąc Hermiona miała ogromną ochotę rzucić
w niego wszystkimi rzeczami, które akurat miała pod ręką. Ale nie obwiniał jej
za to… sam siebie też miał czasami dość.
Poukładał
wszystkie dokumenty i dopił swoją zimną już poranną kawę. Cieszył się, że
Minister Magii tak poszedł mu na rękę i mógł przynajmniej do póki Hermiona nie
urodzi pracować w domu.
Na
zegarze wybiła 14 a Mgiełka przyszła zawołać go na obiad. Spokojnym wesołym
krokiem udał się do jadalni gdzie siedziała już Hermiona a skrzatka podała
ostatni półmisek.
-Mmm,
Pachnie cudownie…- Powiedział zachwycony siadając tuż obok żony i pocałował ją
czule w rękę.
-Tak
a ja zjem chyba z trzy porcje- Zażartowała Hermiona gdy nakładała sobie sałatkę
i puree.
Zawtórował
jej radośnie i sam po chwili nałożył sobie obiad.
***
Rozmawiali
spokojnie podczas posiłku o rzeczach ważnych i mniej ważnych i o tych
nieważnych. Deser w postaci tortu czekoladowego zjedli w salonie przytuleni do
siebie.
-W
tym roku zrobimy święta u nas?- Zapytała patrząc na swojego męża z bardzo delikatnym
uśmiechem.
-Na
pewno chcesz tego? Tłum gości…- Odparł Draco głaszcząc ją po policzku- Dużo
roboty jeszcze więcej sprzątania…
-Tak…
Skarbie to nasze pierwsze święta w naszym domu… Bardzo tego chce… Dużo roboty…
dużo roboty. Mgiełka pomoże mi w przygotowaniach…
-O
nie Pani Malfoy- Odpowiedziała skrzatka, która przyniosła im dwie filiżanki z herbatą-
Nie mogę pozwolić by Pani pomagała mi w czymkolwiek. Ma pani odpoczywać a ja z
przyjemnością wszystko przygotuje.
-Draco,
urodzę najprawdopodobniej dopiero po nowym roku. Nie ma powodu na zapas się
zamartwiać. I nie ma mowy mgiełko, że zostaniesz z tym sama. Muszę ci pomóc
inaczej na naprawdę oszaleje- Zachichotała wesoło. Po chwili jednak położyła
dłonie na swoim brzuchu oddychając ciężko.
-Co
się dzieje Hermiono? - Zapytał zmartwiony Draco od razu kucając przed nią.
Ta
jednak nic nie odpowiedziała i pisnęła i z przerażenia, gdy zobaczyła okropnie
mokrą plamę na kanapie pod sobą.
-Cholera…
Odeszły mi wody….
***
16 grudzień
2005
Siedział
jak zaklęty od samego rana przy dużej kołysce w ich sypialni i patrzył na dwóch
maleńkich chłopców, którzy spali smacznie owinięci w najlepsze miękkie koce.
Jeden z nich leżący po lewej stronie miał na sobie zielone śpioszki z wyhaftowanym
srebrnym wężem, drugi zaś srebrne śpioszki z zielonym wężem. Był to prezent od
jego rodziców a właściwie pamiątka gdyż w tych o to ubrankach chodził on sam
kiedyś a były one prezentem od samej Madame Malkin, która wprost od zawsze
uwielbiała jego matkę.
Chłopiec
po prawo w srebrnych śpioszkach przeciągnął się delikatnie ziewając słodko i po
chwili odpłynął ponownie w spokojny sen. Uśmiechnął się radośnie na ten widok i
delikatnie otulił ich kocykami i ucałował ostrożnie każdego w czoło.
-Draco…-
Wyszeptała Hermiona leżąca spokojnie na ich łóżku w sypialni- Skarbie daj im
się wyspać… Wymęczyli się nieźle w nocy…- Uśmiechnęła się delikatnie a gdy
spojrzał na nią sama ziewnęła równie słodko, co chłopiec.
-To
była ciężka noc… 15 godzin… Podziwiam cię kochanie- Odpowiedział kładąc się
delikatnie koło niej i pocałował ją czule.
-Dobrze,
że dostałam eliksir… dzięki niemu nie czułam tak bólu. Co prawda chłopcy
urodzili się po północy, ale i tak jestem zmęczona...- Powiedziała Hermiona i
równie czule odwzajemniła jego pocałunek.
Przytulił
swoją zonę do siebie i głaskał delikatnie po głowie.
-Tak
bardzo cię kocham skarbie… a teraz mamy nasze dwa dowody na naszą wspaniałą
miłość…
***
Przyszedł
wieczór, gdy siedziała w salonie kołysząc delikatnie kołyskę z dwoma małymi
brzdącami. Ogień w kominku delikatnie a ona była przykryta ciepłym kocem.
Draco
w tym czasie przynosił do salonu przeróżne smakołyki na przywitanie gości,
które przygotowała mgiełka. Przeróżne ciasta i ciasteczka rozciągały się po
ławie tuż przy filiżankach na herbatę.
W
tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi, które Draco od razu popędził otworzyć.
Do
domu weszli jej mama i tata, rodzice Draco- Narcyza i Lucjusz oraz Harry wraz z
11 miesięcznym synkiem i swoją żoną Ginny i trzymiesięcznym brzuszkiem i
informacją, że znów spodziewają się dziecka.
Wszyscy
z radością dokładnie obejrzeli chłopców, co było jednak dla niej największym
zaskoczeniem- Lucjusz Malfoy, który z nieukrywaną dumą patrzył i trzymał na rękach
swoich wnuków.
-Hermiono…,
Draco… Jakie nadacie im imiona? Pamiętaj, że w naszej rodzinie panuje tradycja…-
Powiedziała Narcyza a Draco od razu ją uciszył.
-Nie
mamo… Powiedziałem Hermionie, że sama może wybrać imiona dla chłopców nie
koniecznie z pośród nazw gwiazd i konstelacji…- Odparł Draco całując ją w
policzek.
Lucjusz
Malfoy spojrzał zaniepokojony na żonę, ale powstrzymał zgryźliwą uwagę widząc
karcące spojrzenie swojego syna.
-Tak
wiem… Mamo, że w rodzinie Malfoyów panują tradycje i pomimo wszystkich
uprzedzeń do nich tą tradycje mam zamiar uszanować- Powiedziała wywołując zdziwienie
na twarzy swojego teścia- Starszemu- odparła pokazując z uśmiechem na chłopca
ubranego w zielone śpioszki, którego trzymała jej mama- damy na imię Kastor
Hyperion. Drugiemu zaś- pokazała na chłopca, którego trzymała Narcyza- damy na
imię Polluks Scorpius. Pierwsze imiona chłopców pochodzą z gwiazdozbioru
bliźniąt… mam nadzieję, że pasują idealnie. Kastor i Poll, tak zdecydowałam i
niech tak zostanie.
Imiona,
które wybrała dla chłopców szybko zostały zaakceptowane przez całą rodzinę. Po
długich rozmowach i czasie spędzonym w miłej atmosferze wszyscy rozeszli się a
ona wraz z Draco zaniosła chłopców do ich pokoju.
***
Długo
siedzieli przy dużym podwójnym łóżeczku chłopców i patrzyli w spokoju jak
zasypiają.
-Wiesz…-
Wyszeptał cicho patrząc na Hermionę na tyle by nie obudzić synków- W życiu nie pomyślałbym,
że będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie…
~~~~
Witajcie po odrobinę dłuższej nieobecności ale dopadło mnie choróbsko przez które praktycznie nie moge nic jesć a w szczególności czekolady... Eh... powiedzcie mi i jak tu mieć wenę do czegokolwiek? Ale to nic. Ktoś pytał na asku kiedy rodział i obiecałąm, że dziś i jest. Mam nadzieję, że wam się spodoba.
Co do komenatrzy może troche ponarzekam, że tak mało ponieważ widzę jak dużo razy było czytane a komentarzy jest bardzo mało. No nic. Licze, że się odezwie was troszkę więcej. Lucię czytać co wam się pobało lub nie, co byście zmieniły lub co kochanie. To naprawde daje kopa motywacji widząc jak ludzią zależy.
Pozdrawiam was , Całusy, Bay ♥
Artistico♥
niedziela, 13 lipca 2014
Rozdział XXVI
Rozdział XXVI
"Ta
pierwsza ważna rocznica"
31 październik 2005
Przyglądała
się swojemu odbiciu w lustrze. Miała na sobie sukienkę przed kolana w kremowym
kolorze, która doskonale podkreślała jej brzuch. Do rozwiązania zostały jej
jeszcze dwa miesiące i zastanawiali się czy bliźniaki urodzą się pod koniec
roku czy też na samym początku nowego. Nie wiedzieli czy dzieci będą idealnym
prezentem na święta Bożego Narodzenia czy też wspaniałą nowiną na dobrze
zapowiadający się Nowy Rok.
Pogłaskała
bardzo delikatnie i czule swój brzuch i cicho szepnęła pod nosem:
-Dobranoc
maleństwa… Już późno. Kocham was i już nie mogę doczekać się aż was zobaczę…
***
Założył
na siebie swoją szatę wyjściową i wyszedł z garderoby uśmiechając się do swojej
gotowej już żony.
-Mówiłaś
coś kochanie?- Zapytał stając za nią i mocno przytulił Hermionę obsypując jej
szyję czułymi pocałunkami.
Mionka
zachichotała wesoło wtulając się spokojnie w jego ciało.
-Tak
do chłopców… życzyłam im miłych snów- Powiedziała wciąż bardzo delikatnie
głaszcząc się po brzuchu- Ty też już gotowy? Idziemy? Przyjęcie zaraz się zacznie.
-Oczywiście.
Możemy już iść- Odpowiedział i założył na ramiona Hermiony szatę, którą
idealnie otulił jej ciało by nawet przez chwilę nie było jej zimno- Gdzie nasze
maski…?- Zapytał rozglądając się po ich sypialni.
Hermiona
z uśmiechem podeszła do komody i wyjęła z niej dwie maski. Te same, które mieli
na sobie na poprzednim balu. Wziął do ręki swoją i bardzo sprawnie ją założył.
Następnie zrobił dokładnie to samo z maską żony, którą z radością włożył na
jej twarz.
-Jesteś
piękna… Wyglądasz tak jak wtedy…, Gdy pierwszy raz z tak bliska mogłem patrzeć
w twoje roześmiane oczy. Gdy po raz pierwszy mogłem trzymać się w ramionach-
Wyszeptał składając na jej wargach bardzo delikatny i rozkoszny pocałunek.
-Już
wtedy cię pokochałam… chodź jeszcze o tym nie wiedziałam… Nie wiedziałam jak
wspaniałym i dobrym człowiekiem jesteś- Odpowiedziała Hermiona odwzajemniając
jego pocałunek.
Po
dłuższej chwili przenieśli się do Malfoy Manor na przyjęcie organizowane przez jego
rodziców dla całych władz ministerstwa i wszystkich ważnych pracowników,
znakomitości ze świata magii z okazji Halloween.
***
Przyjęcie
trwało w najlepsze. Bogato zastawione stoły, ludzie w maskach, kelnerzy podajający
drinki oraz samo napełniające się półmiski z przeróżnymi wykwintnymi daniami.
Gdy
zjawili się w drzwiach Narcyza Malfoy natychmiast podbiegła do niej i Draco by przywitać
się i mocno ich wyściskać.
-Hermiono…
wyglądasz pięknie…- Powiedziała uradowana swoim bardzo spokojnym i opanowanym
głosem. Delikatnie położyła dłonie na jej brzuchu- Jak mają się moje wspaniałe
wnuczęta…?
-Bardzo
dobrze. Są silni. Kopią i żądają mnóstwa jedzenia- Zachichotała wesoło wtulając
się w swojego męża.
Zaprowadziła
ich do stolika a Draco pomógł jej usiąść delikatnie na krześle.
***
Doskonale wiedział jak jest jej
teraz ciężko, ale cieszył się, że zgodziła się wybrać z nim na to przyjęcie.
Byli główną atrakcją wieczoru. Hermiona nie miała ochoty tańczyć, więc
siedzieli spokojnie przy stoliku. Zmuszeni byli znosić wszystkie osób, które co
chwile podchodziły do nich pytając o dzieci.
W
pewnym momencie Miona nie wytrzymała i dosłownie wyciągnęła go na parkiet mając
dosyć coraz to nowych tłumów ludzi gromadzących się przy ich stoliku.
Uradowany
wstał biorąc w ramiona swoją żonę i razem z nią powędrował na parkiet.
Przytulił ją do siebie i wirował z nią spokojnie po parkiecie, co chwila
muskając jej szyje.
-Minął
rok… dokładnie rok od momentu, gdy po raz pierwszy wziąłem cię w ramiona-
Wyszeptał przy uchu Hermiony samemu przymykając oczy. Rok, od kiedy uznałem, że
jest sens walczyć o swoją miłość… Hermiono…- Powiedział głośniej patrząc w jej
oczy- Nikt nigdy nie mógłby mnie uszczęśliwić tak jak ty to robisz… To ty wyciągnęłaś
mnie z tego całego bagna…, Gdy byłem głupim nastolatkiem obrażałem cię, bo
bałem się strasznie swoich uczuć. Ojciec zawsze wbijał do mojej głowy okropne
wstrętne rzeczy. Pokazywał mi jak mam postępować robiąc mi dokładne pranie
mózgu…- Przysunął delikatnie jej dłoń do swoich ust. Na jej nadgarstku widniała
blizna ledwo widoczna, ale nadal jednak zauważalna. Maleńkie blizny wyryte na
jej skórze układają się w okropny napis… Szlama…- Nigdy sobie nie wybaczę, że
pozwoliłem ciotce Bellatrix zadać ci taki ból… byłem tchórzem… Myślałem, że
jeśli nie zdradzę Pottera oni odpuszczą… Miałem nadzieje, ze zamknie cię razem
z nimi w locham skąd mógłbym was jakoś uwolnić…- Powiedział roztrzęsionym
głosem.
-Ćśś…
Spokojnie skarbie. To było lata temu… Nie mam ci nic za złe…- Powiedziała czułym
głosem wtulając się w niego- Trwała wojna. Wszyscy się bali… Nikt nie myślał
racjonalnie… To właśnie dzięki tobie jeszcze żyje… my wszyscy żyjemy. To, że
nie wydałeś Harrego bardzo uratowało nam wszystkim skórę… Pamiętaj o tym
skarbie- Wyszeptała Hermiona całując go bardzo czule w policzek.
Westchnął
ciężko i spojrzał jej prosto w oczy.
-Pomimo
tego, że jesteśmy razem… ja wciąż nie mogę uwierzyć, że mnie pokochałaś…
Pamiętasz, jak zjawiliśmy się w Pokoju Życzeń? Powiedziałem…, że wróciłem po
swoją różdżkę…, ale tak naprawdę musiałem zobaczyć ciebie… zobaczyć czy żyjesz
czy nic ci nie jest… Wiedziałem, że każde z nas może w każdej chwili zginąć…
Tego dnia też dowiedziałem się…- Westchnął krzywiąc się niezmiernie- Że jesteś
z Wesleyem… Moje serce wtedy pękło na miliony kawałków… Chodź już wtedy bardzo
nienawidziłem go… o wiele ważniejsze było dla mnie twoje szczęście…
-Właśnie
to oznacza kochanie prawdziwą miłość… Dawanie szczęścia swojej drugiej połówce…
pozwalając jej dokonać wyboru… nie narzucać jej swoich własnych decyzji…-
Odpowiedziała patrząc mu głęboko w oczy- Tego właśnie nie mógł nigdy zrozumieć
Ron… Był porywczy… Często mnie ranił słowami… Draco… powiem ci szczerze, że
twoje słowa w tamtych czasach raniły mnie mniej niż jego… Jego uważałam za
najlepszego przyjaciela… a potrafił mi wytknąć wszystko… obrazić mnie. Myślał,
że w ten sposób go pokocham…, gdy tymczasem płakałam prawie, co noc nie mogąc pojąć,
dlaczego tak bardzo mnie odpycha… jak by mną gardził… Bolało wszystko… po balu
w czwartej klasie, na który poszłam z Wiktorem Krumem… jak zaczął chodzić z
Lawendrer…
Przytulił
ją mocno do siebie, gdy wciąż delikatnie poruszali się w spokojny rytm muzyki.
-Nie
myślałem tak nigdy o tym… Byłem pewien, że między wami… no wiesz zawsze dobrze
się układało… Zawsze pomimo wszystkiego trzymaliście się razem…
-To
przez Harrego… On był naszym jak by łącznikiem… Harry nigdy nie powiedział mi
nic przykrego… jest dla mnie jak brat…- Uśmiechnęła się delikatnie dotykając
swoim nosem jego.
Bez
namysłu pocałował ją mocno jeszcze bardziej zwiększając uścisk na tyle na ile
pozwalał im jej okrągły brzuch.
-Wiem
to… o niego nigdy nie byłem zazdrosny…
-A
widzisz… A Ron nie raz był… I tu widać kolejną różnicę między wami. Potrafisz
patrzeć. Nie zamykasz bezmyślnie oczu. Nie kierujesz się jedynie instynktem i
intuicją. Obserwujesz i wyciągasz odpowiednie wnioski- Powiedziała wyraźnie
zadowolona swoim własnym odkryciem.
***
Draco
zaśmiał się zadowolony dotykając jej włosów a po chwili bardzo delikatnie
obrócił ją wokół własnej osi i na nowo zamknął w swoich ramionach w czułym
uścisku.
-Wiem
skarbie…, Że rok temu dokonałam doskonałego wyboru… Między pozornym dobrem a
domniemanym złem. Dokładnie rok temu tą jedna decyzją… godząc się na ten prosty
taniec, wybrałam najwspanialsze życie. Jak to się mówi… wygrałam najlepszy los
na loterii…
~~~~
Witajcie,
Wiem, ze rozdział miał być wczoraj jakoś wieczorem lub dziś w nocy ale przez wieczorne ogladanie Harrego Pottera i Czary Ognia najzwyczajniej w świecie go nie dkończyłam. :D
No cóż. Rozpisywac się nie będę bo niestety nie mam wam nic do opowiedzenia.
A więc tak. Do końca pozostały:
4 rozdziały + epilog
Pozdrawian, Całusy.
Artistico♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)