niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział XXVIII

Rozdział XXVIII
"Coś dla mnie, coś dla ciebie"
5 czerwiec 2006
                -Nie mam na nic siły…- Powiedziała z uśmiechem na twarzy padając na ich wielkie małżeńskie łoże.
                -No, ale trzeba przyznać kochanie, że przyjęcie się udało prawda?- Zapytał Draco z łazienki.
                -O tak, tak było cudowne… Oh kochanie wciąż nie mogę uwierzyć, że od roku jesteśmy małżeństwem…- Powiedziała szczęśliwa przeciągając się na łóżku.
                Draco zawtórował jej swoim wesołym uśmiechem, gdy wyszedł kompletnie nagi z łazienki. Spojrzała na niego z uśmiechem bardzo delikatnie przygryzając swoja wargę.
                -Zapomniałeś czegoś…- Zachichotała wesoło i pokazała na swoją dość skąpą koszulkę nocną, którą dostała od niego na urodziny.
                -Nie, nie kochanie… O niczym nie zapomniałem…- Powiedział Draco najbardziej seksownym i podniecającym głosem na świecie, gdy wszedł powoli na łóżko i położył się koło niej- To ty słonko o czymś zapomniałaś… I chodź uwielbiam cię w tej piżamce… Na przyjęciu po przyjęciu obowiązują kompletnie inne stroje…- Zamruczał seksownie ściągając z niej koszule nocną i rzucił ją w kąt pokoju- Mmm… tak lepiej… Teraz możemy zacząć nasze małe prywatne przyjęcie…
                I tak o to zaczęła się o wiele bardziej interesująca rozmowa…, która zawierała tak niewiele słów…
***
16 czerwiec 2006
                Chłopcy mieli już pół roku. Czas płynął nieubłagalnie a oni wciąż byli szczęśliwy. Kastor i Poll rośli jak na drożdżach. Oboje mieli króciutkie brązowe włosy chodź z twarzy o wiele bardziej byli podobni do swojego ojca, możliwe, że to za sprawą olśniewającego i zarazem najsłodszego uśmiechu na świecie. Bliźniaków kochali wszyscy, którzy tylko ich poznali. Byli dosłownie rozpieszczani przez ich rodziców, na co ona z Draco zawsze się buntowała gdyż każdy z nich chciał uniknąć wychowania małych Draco, jakim był, gdy chodził jeszcze do szkoły.  
                Kastor i Polluks zostali ochrzczeni, gdy mieli dwa miesiące. Naprawdę trudną decyzją było wybranie dla nich rodziców chrzestnych jednak po długich rozmowach zdecydowali, że rodzicami chrzestnymi Kastora zostanie przyjaciel Draco Blaise Zabinni wraz z jej najlepszą przyjaciółką Ginny zaś Poll'a Harry z Luną Lovegood. Każde na wieś o tym niezmiernie ucieszyło się i od dziś wszyscy są ich bardzo częstymi gośćmi.
                Tydzień temu urodził się kolejny syn Państwa Potter. Chłopcu nadano imię po dwóch największych dyrektorach szkoły: Albus Severus. Najbardziej na wieść o synu ucieszył się Harry gdyż na chrzcie chłopców Draco z dumą mówił, że gdy chłopcy tylko odrobinę podrosną nauczy ich grać w Quidditcha. Odpowiedź Harry'ego była natychmiastowa. Powiedział, że jak urodzi mu się kolejny syn każdy z nich będzie mógł założyć swoją małą drużynę by toczyć między sobą małe rozgrywki.
                Nie wiele może mogłoby w to uwierzyć, ale fakt posiadania synów bardzo zbliżył do siebie Harry'ego i Draco i stworzył naprawdę niesamowitą przyjaźń.
                Harry bardzo oddalił się od Rona nie mogąc mu wciąż wybaczyć wszystkich jego grzechów: Tego jak zostawił Hermionę, jakiego zamieszania narobił a szczególnie faktu, że porzucił żonę z maleńką córeczką.
                Z tego, co wiedziała, Rona wypuszczono ze świętego Munga. Stracił pracę w Ministerstwie gdyż sam Minister Magii nie mógł ryzykować kolejnej wojny z Draco czy chodź by nią sama, gdy ta wróci do pracy po urlopie macierzyńskim. Ginny mówiła, że wrócił do Lavender. Miała nadzieje, że tak jest naprawdę i Ron w końcu się opamięta i zacznie być odpowiedzialnym ojcem dla swojej maleńkiej córeczki Camille.
***
16 grudzień 2006
                Tak szybko minął rok. Gdy patrzyła na chłopców wciąż widziała w nich maleństwa, które zobaczyła od razu po urodzeniu. Jednak musiała przyznać się sama przed sobą, że chłopcy mają już rok. Kastor i Polluks siedzieli na puszystym dywanie wraz Jamesem oraz Albusem i otwierali z radością to nowe prezenty. Co chwila słyszeli radosny pisk szczęścia, gdy z pudełek wylatywały, co nóż to nowe zabawki.
                Największą atrakcją zaś były maleńkie miotełki, na których widok chłopcy oszaleli gdyż zawsze lubili patrzeć jak Draco lata w ogrodzie na miotle. Czasami latali z nim chodź zawsze jej serce waliło z przerażenia, gdy tylko unosili się w powietrze.
                Pomimo tego, iż chłopcy ledwo chodzili Draco uznał, że nie szkodzi. Niestety to on wygrał tą dyskusje a chłopcy miotełki kupione dla nich dawno przez Draco otrzymali.
                I teraz patrzyła jak jakieś 20 cm nad ziemią unoszą się Kastor, Polluks i James latając radośnie po ich salonie trzymani za pomocą zaklęć asekuracyjnych przez swoich ojców i Lucjusza Malfoya.
                Co do Lucjusza… chyba naprawdę się zmienił… Od teraz jest zawsze miły i uprzejmy. Do niej zawsze zwraca się z szacunkiem. Uśmiecha się do niej przyjaźnie, gdy wpada bez zapowiedzi po pracy by pobawić się z chłopcami. Jest miły dla jej rodziców i często rozmawia z jej ojcem nawzajem tłumacząc sobie nawzajem nieznane dla nich nawzajem sprawy.

                -Tylko błagam was trzymajcie ich dobrze…- Powiedziała Ginny biorąc na ręce małego Albusa i przytuliła go do siebie.
                -A ty, kiedy pozwolisz mi kupić mojemu chrześniakowi miotełkę?- Zapytał Draco z uśmiechem patrząc jak lata Kastor, którego utrzymywał.
                -Ty mnie też nie denerwuj z tą miotłą. Najpierw Harry teraz ty… oszaleć można…- Powiedziała Ginny siadając na kanapie koło Narcyzy.
                -Kochanie nie denerwuj się proszę. Wiesz, ze tylko się z tobą droczymy…- Powiedział Harry z uwagą obserwując swojego syna.
***
10 marzec 2007
                -Dobranoc maluchy…- Wyszeptał spokojnie całując chłopców w główki. Odłożył książkę na półkę i spojrzał jeszcze raz na synków.
                Kastor i Polluks spali smacznie w swoich piżamach. Każdy z nich spał w swoim łóżeczku. Musieli ich rozdzielić po tym jak Poll nabił w nocy sporego siniaka swojemu bratu.
                Wyszedł z pokoiku chłopców i korytarzem udał się do podwójnych drzwi prowadzących do sypialni jego i Hermiony.
                Kiedy wszedł do środka Hermiona siedziała na łóżku w swojej koszulce nocnej przykryta delikatnie kołdrą i z zafascynowaniem czytała książkę. Kiedy wyjrzała zza niej uśmiechnęła się do niego wesoło i zaraz wróciła do lektury.
                W łazience dość szybko wziął prysznic i wrócił do niej. Nie czytała już książki tylko leżała na boku wyraźnie zamyślona.
                -Co się dzieje Hermiono…?- Zapytał kładąc się delikatnie koło niej i podciągnął jej podbródek by spojrzała mu w oczy.
                Widocznie się ożywiła, gdy spojrzała mu w oczy.
                -Co nie nic skarbie… ja po prostu… zastanawiałam się- Powiedziała niepewne Hermiona- Czy chciałbyś mieć jeszcze jedno dziecko…?
                Zaśmiał się wesoło patrząc na nią.
                -Oczywiście. Przecież rozmawialiśmy już o tym. Jeśli będziemy chcieli mieć kolejne dziecko odstawisz tabletki i postaramy się się- Odpowiedział spokojnie.
                -Czyli jesteś pewien?
                -Oczywiście. W stu procentach- Powiedział całując ją czule.
                -No to już…- Powiedziała uśmiechając się szeroko.
                -Już… już jakiś czas temu je odstawiłam…
                -No teraz czeka nas najprzyjemniejsza część…- Zamruczał naciągając na nich kołdrę.

                Hermiona zaczęła chichotać radośnie by po chwili złączyć się w nim w rozkosznym pocałunku.

~~~~
Nie rozpisuję się tu zbytnio :D Mam zamiar do jutra skończyć opowiadanie. Po północy powinien pojawić się kolejny rozdział. Bay :**

Do końca pozostały 2 rozdziały+ epilog

Artistico♥

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział XXVII

Rozdział XXVII
"By dostać się na świat"
15 grudzień 2005
                -Ta choinka jest piękna…- Powiedziała zachwycona wolnym krokiem podchodząc do wielkiej żywej choinki ustawionej w salonie niedaleko kominka z dłońmi ułożonymi na swoim ogromnym brzuchu.
                Draco uśmiechnął się szeroko podchodząc do niej i pocałował ją czule delikatnie przytulając.
                -Tak się cieszę się, że ci się podoba skarbie- Uśmiechnął się radośnie całując ją w nos.
                Draco wyciągnął swoją różdżkę i jednym jej machnięciem sprawił, że dekoracje i ozdoby szybko znalazły się na choince. Uśmiechnęła się zadowolona i bardzo ostrożnie usiadła na kanapie.
                -Gdyby nie fakt, że ledwo mogę się poruszać sama z przyjemnością ubrałabym tą choinkę. Co roku tak robiłam z mama…, od kiedy tylko pamiętam…- Uśmiechnęła się zadowolona głaszcząc się po brzuchu- Będę ją zawsze od następnych świat ubierać z naszymi dziećmi.
                Draco zadowolony posprzątał resztę pudełek i udał się do swojego gabinetu by dokończyć swoją pracę.
***
                Od ponad dwóch tygodni pracował tylko w domu by być cały czas przy swojej ciężarnej żonie. Hermiona zaczęła się w pewnym momencie na niego skarżyć gdyż jak to ujęła: Zrobił się za bardzo upierdliwy i nerwowy. I musiał zaprzestać swojej troski i opieki gdyż mógł przysiąc Hermiona miała ogromną ochotę rzucić w niego wszystkimi rzeczami, które akurat miała pod ręką. Ale nie obwiniał jej za to… sam siebie też miał czasami dość.
                Poukładał wszystkie dokumenty i dopił swoją zimną już poranną kawę. Cieszył się, że Minister Magii tak poszedł mu na rękę i mógł przynajmniej do póki Hermiona nie urodzi pracować w domu.
                Na zegarze wybiła 14 a Mgiełka przyszła zawołać go na obiad. Spokojnym wesołym krokiem udał się do jadalni gdzie siedziała już Hermiona a skrzatka podała ostatni półmisek.
                -Mmm, Pachnie cudownie…- Powiedział zachwycony siadając tuż obok żony i pocałował ją czule w rękę.
                -Tak a ja zjem chyba z trzy porcje- Zażartowała Hermiona gdy nakładała sobie sałatkę i puree.
                Zawtórował jej radośnie i sam po chwili nałożył sobie obiad.
***
                Rozmawiali spokojnie podczas posiłku o rzeczach ważnych i mniej ważnych i o tych nieważnych. Deser w postaci tortu czekoladowego zjedli w salonie przytuleni do siebie.
                -W tym roku zrobimy święta u nas?- Zapytała patrząc na swojego męża z bardzo delikatnym uśmiechem.
                -Na pewno chcesz tego? Tłum gości…- Odparł Draco głaszcząc ją po policzku- Dużo roboty jeszcze więcej sprzątania…
                -Tak… Skarbie to nasze pierwsze święta w naszym domu… Bardzo tego chce… Dużo roboty… dużo roboty. Mgiełka pomoże mi w przygotowaniach…
                -O nie Pani Malfoy- Odpowiedziała skrzatka, która przyniosła im dwie filiżanki z herbatą- Nie mogę pozwolić by Pani pomagała mi w czymkolwiek. Ma pani odpoczywać a ja z przyjemnością wszystko przygotuje.
                -Draco, urodzę najprawdopodobniej dopiero po nowym roku. Nie ma powodu na zapas się zamartwiać. I nie ma mowy mgiełko, że zostaniesz z tym sama. Muszę ci pomóc inaczej na naprawdę oszaleje- Zachichotała wesoło. Po chwili jednak położyła dłonie na swoim brzuchu oddychając ciężko.
                -Co się dzieje Hermiono? - Zapytał zmartwiony Draco od razu kucając przed nią.
                Ta jednak nic nie odpowiedziała i pisnęła i z przerażenia, gdy zobaczyła okropnie mokrą plamę na kanapie pod sobą.
                -Cholera… Odeszły mi wody….
***
16 grudzień 2005
                Siedział jak zaklęty od samego rana przy dużej kołysce w ich sypialni i patrzył na dwóch maleńkich chłopców, którzy spali smacznie owinięci w najlepsze miękkie koce. Jeden z nich leżący po lewej stronie miał na sobie zielone śpioszki z wyhaftowanym srebrnym wężem, drugi zaś srebrne śpioszki z zielonym wężem. Był to prezent od jego rodziców a właściwie pamiątka gdyż w tych o to ubrankach chodził on sam kiedyś a były one prezentem od samej Madame Malkin, która wprost od zawsze uwielbiała jego matkę.
                Chłopiec po prawo w srebrnych śpioszkach przeciągnął się delikatnie ziewając słodko i po chwili odpłynął ponownie w spokojny sen. Uśmiechnął się radośnie na ten widok i delikatnie otulił ich kocykami i ucałował ostrożnie każdego w czoło.
                -Draco…- Wyszeptała Hermiona leżąca spokojnie na ich łóżku w sypialni- Skarbie daj im się wyspać… Wymęczyli się nieźle w nocy…- Uśmiechnęła się delikatnie a gdy spojrzał na nią sama ziewnęła równie słodko, co chłopiec.
                -To była ciężka noc… 15 godzin… Podziwiam cię kochanie- Odpowiedział kładąc się delikatnie koło niej i pocałował ją czule.
                -Dobrze, że dostałam eliksir… dzięki niemu nie czułam tak bólu. Co prawda chłopcy urodzili się po północy, ale i tak jestem zmęczona...- Powiedziała Hermiona i równie czule odwzajemniła jego pocałunek.
                Przytulił swoją zonę do siebie i głaskał delikatnie po głowie.
                -Tak bardzo cię kocham skarbie… a teraz mamy nasze dwa dowody na naszą wspaniałą miłość…
***
                Przyszedł wieczór, gdy siedziała w salonie kołysząc delikatnie kołyskę z dwoma małymi brzdącami. Ogień w kominku delikatnie a ona była przykryta ciepłym kocem.
                Draco w tym czasie przynosił do salonu przeróżne smakołyki na przywitanie gości, które przygotowała mgiełka. Przeróżne ciasta i ciasteczka rozciągały się po ławie tuż przy filiżankach na herbatę.
                W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi, które Draco od razu popędził otworzyć.
                Do domu weszli jej mama i tata, rodzice Draco- Narcyza i Lucjusz oraz Harry wraz z 11 miesięcznym synkiem i swoją żoną Ginny i trzymiesięcznym brzuszkiem i informacją, że znów spodziewają się dziecka. 
                Wszyscy z radością dokładnie obejrzeli chłopców, co było jednak dla niej największym zaskoczeniem- Lucjusz Malfoy, który z nieukrywaną dumą patrzył i trzymał na rękach swoich wnuków.
                -Hermiono…, Draco… Jakie nadacie im imiona? Pamiętaj, że w naszej rodzinie panuje tradycja…- Powiedziała Narcyza a Draco od razu ją uciszył.
                -Nie mamo… Powiedziałem Hermionie, że sama może wybrać imiona dla chłopców nie koniecznie z pośród nazw gwiazd i konstelacji…- Odparł Draco całując ją w policzek.
                Lucjusz Malfoy spojrzał zaniepokojony na żonę, ale powstrzymał zgryźliwą uwagę widząc karcące spojrzenie swojego syna.
                -Tak wiem… Mamo, że w rodzinie Malfoyów panują tradycje i pomimo wszystkich uprzedzeń do nich tą tradycje mam zamiar uszanować- Powiedziała wywołując zdziwienie na twarzy swojego teścia- Starszemu- odparła pokazując z uśmiechem na chłopca ubranego w zielone śpioszki, którego trzymała jej mama- damy na imię Kastor Hyperion. Drugiemu zaś- pokazała na chłopca, którego trzymała Narcyza- damy na imię Polluks Scorpius. Pierwsze imiona chłopców pochodzą z gwiazdozbioru bliźniąt… mam nadzieję, że pasują idealnie. Kastor i Poll, tak zdecydowałam i niech tak zostanie.
                Imiona, które wybrała dla chłopców szybko zostały zaakceptowane przez całą rodzinę. Po długich rozmowach i czasie spędzonym w miłej atmosferze wszyscy rozeszli się a ona wraz z Draco zaniosła chłopców do ich pokoju.
***
                Długo siedzieli przy dużym podwójnym łóżeczku chłopców i patrzyli w spokoju jak zasypiają.

                -Wiesz…- Wyszeptał cicho patrząc na Hermionę na tyle by nie obudzić synków- W życiu nie pomyślałbym, że będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie…

~~~~
Witajcie po odrobinę dłuższej nieobecności ale dopadło mnie choróbsko przez które praktycznie nie moge nic jesć a w szczególności czekolady... Eh... powiedzcie mi i jak tu mieć wenę do czegokolwiek? Ale to nic. Ktoś pytał na asku kiedy rodział i obiecałąm, że dziś i jest. Mam nadzieję, że wam się spodoba.

Co do komenatrzy może troche ponarzekam, że tak mało ponieważ widzę jak dużo razy było czytane a komentarzy jest bardzo mało. No nic. Licze, że się odezwie was troszkę więcej. Lucię czytać co wam się pobało lub nie, co byście zmieniły lub co kochanie. To naprawde daje kopa motywacji widząc jak ludzią zależy. 

Pozdrawiam was , Całusy, Bay ♥

Artistico♥

Obserwatorzy