piątek, 27 grudnia 2013

Ogłoszenie

Witajcie.

Długo zbierałam się, żeby coś oficjalnie napisać. Zbierałam się i nic. I ani tu ani w opowiadaniu. Czuje się okropnie. Uwierzcie mi... Czuje, że was zawiodłam a nie taki był cel. Myślałam, że w święta znajdę czas a tym czasem jestem jeszcze bardziej zawalona robotą niż wcześniej. Jestem w III klasie liceum plastycznego. Mam do wykonania cholernie dużo szkiców plus zwykła nauka. Co do nauki. Jak twierdzi wiekszość- jestem za ambitna. Jest ona dla mnie na pierwszym miejscu równie ważne jak zaangażowanie dla szkoły. No i oczywiście jak to ja wzieła na swoje barki- Bycie przewodniczącą szkoły, klasy, jasełka, wośp wczesniej dzien nauczyciela sruty pierduty. Żałuje sitrasznie, że nie zakończyłam opowiadania w sierpniu. Gdy miałam czas... i pomysły.

Ostatnio usiadłam nad opowiadaniem... zaczełam pisać... i nie wiedziałam co do czego. Straciłam bliskość z tym opowiadaniem... a to chyba najgorsza rzecz jaka mogła mnie spotkać... :(

Proszę was bardzo byście oszczędzili złych słow. Chociaż jeśli się takie pojawią przyjme je na "gołą klate"

Postaram się stworzyć jeden dłuższy rozdział kończacy to opowiadanie. Zrobię to w miarę moich możliwości... Nie wiem co mam zrobić...

Proszę was tylko, moje drogie czytelniczki... O wybaczenie, zgodę i cierpliwość.

Proszę was o to nie jako Artistico jaką znacie. Tylko jako ja.

Pozdrawiam i gorąco całuje, Daria.♥

sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział XXII

Rozdział XXII
"Z klepsydrą w dłoni"
24 czerwca 2005
                Wyszedł szybkim krokiem z hotelu w dłoni trzymając niewielki flakonik. W siadł na miotłę i bez zastanowienia odleciał z magicznego Paryża prosto w kierunku Londynu.
                Miał niewiele czasu i to go mobilizowało do szybkiego i dość niewygodnego lotu. Był wycieńczony… jednak czuł, że mu się uda. Dostał odtrutkę od tej paskudnej kobiety i teraz mógł uratować swoja ukochaną żonę. Był już tak blisko zakończenia tej całej chorej sytuacji. Chodź jak to bywa o mały włos straciłby to, co kocha.
***
25 czerwca 2005
                -Udało nam się opanować tą sytuacje…- Odetchnęła z ulgą Padma siadając na krześle przy jej łóżku.
                Sama również odetchnęła z ogromną ulgą czując jak zimno uciekło z jej niewidzialnej duszy. Ostrożnie położyła się na łóżku tak, że dopasowała się idealnie do swojego prawdziwego nieprzytomnego ciała. Zamknęła oczy i o dziwno odpłynęła w słodki sen, którego tak jej brakowało.
***
                Rzucił swoja miotłę w kąt poczekalni i biegiem ruszył w kierunku sali numer 25. To właśnie na tej sali leżała jego żona. Nie wiedział czy kiedykolwiek biegł tak szybko jak dzisiaj. Chyba nie, ponieważ nigdy nie miał takiej motywacji. Nie dość, że liczyło się tu życie osoby, która już dawno zawładnęła jego sercem i bez niej na pewno nie dałby już sobie rady to w dodatku liczyło się jeszcze życie, które nawet nie zdążyło poznać tego zwariowanego świata- Życie jego własnego dziecka.
                Drzwi od sali otworzył z hukiem a on wpadł do niej prawie wywracając się o stoliczek stojący przy wejściu.
                -Mam…- Wymamrotał zdyszany podając Padmie odtrutkę- Mam ją…
                -Draco. Na pewno zadziała?- Zapytała dziewczyna, ale sama doskonale wiedziała, że nie ma już wiele czasu, więc bez chwili namysłu podała ją Hermionie.
                Usiadł delikatnie przy łóżku ukochanej i ujął jej dłoń i ostrożnie ją pocałował.
Patrzył wciąż z nadzieją na spokojną twarz Miony w nadziei, że za chwilę się obudzi…
                Niestety nic się nie zmieniało…
***
                26 czerwca 2005
                -Jak to nie działa?- Pytał zrozpaczony łapiąc się za głowę- Musi działać!!! Dokładnie sprawdziłem to w jej głowie by mieć absolutną pewność…- Mamrotał sam do siebie chodząc podenerwowany po sali mamrocząc wciąż do siebie. Ona się obudzi… Wiedział to. Wierzył w to.
***
                Siedział wciąż przy jej łóżku głaszcząc jej zaróżowione policzki.
                -Obudź się kochanie… Błagam…- Szeptał zrozpaczony patrząc na jej wciąż zamknięte oczy- Nie zostawiaj mnie… Słyszysz…?
***
28 czerwca 2005
                Tydzień… Tyle była już w śpiączce. Nikt nie dawał mu już nadziei na to, że się obudzi. Był ledwo żywy. Czasami udało mu się zasnąć na fotelu obok jej łóżka jednak zaraz szybko się budził z okropnych koszmarów, jakie nachodziły go podczas snów. Dla większości była ona już martwa. Była dla nich zwykłym inkubatorem, który musiał, żyć by dziecko mogło się dobrze rozwijać.
                Jedynie on nie poddał się i wciąż twierdził, że się obudzi. Był tak pewien jak tego, że jutro wstanie słońce. Niestety wielokrotnie przyłapał się też na niemiłych scenariuszach w swojej głowie na szczęście starał się je jak najszybciej wyczyścić ze swojej pamięci.
                Miał ogromną ochotę wrócić do Paryża by naprawdę spełnić to, co obiecał tej głupiej pustej dziwce. Nadal uważał, że i tak potraktował ją za łagodnie. Powstrzymywało go jednak to, iż bardzo chciał być przy swojej żonie, gdy się obudzi.
***
1 lipca 2005
                Jej oczy były strasznie ciężkie. Nie była w stanie ich podnieść. Czuła ogromny ból głowy, który dodatkowo nie pomagał jej w pobudce. Otworzyła delikatnie około i od razu je zamknęła, gdy została oślepiona przez słońce dostające się przez okno.
                -Ałć…- Wymamrotała cicho.
***
                Błyskawicznie otworzył oczy i spojrzał zaspany na swoja ukochaną. Czyżby dopadły go halucynacje? Nie… Na pewno nie… Leżała nieruchomo. Nie dobrze z nim…
                -Cholerne słońce…- Wymamrotała i położyła dłoń na swoich oczach.
                -Miona!!!- Wykrzyknął radośnie a ona o mało nie podskoczyła na swoim łóżku- Żyjesz!!!- Wykrzyknął i zaczął mocno całować jej dłoń.
                Hermiona uśmiechnęła się delikatnie widząc jego szczęście. Była widocznie osłabiona, ale widać było na jej twarzy ulgę.
                -Zawołam lekarzy. Spokojnie słoneczko już wszystko dobrze. Jesteś zdrowa- pocałował ją ponownie w dłoń a następnie bardzo czule w usta.
***
                Nie była mu dłużna i delikatnie odwzajemniła jego pocałunek.
                -Kochanie…- Powiedziała cicho patrząc mu w oczy- A propos słoneczka… czy mógłbyś zasłonić jakoś te okna…?- Wymamrotała błagalnie a Draco zachichotał.
                -Oczywiście- Odparł i jednym machnięciem różdżki wszystkie zasłony opadły.
                Odetchnęła z ulgą wciąż patrząc na niego. Wtedy przypomniało jej się, co działo się z nią przez te dni, gdy byłą nieprzytomna. Chciała mu to opowiedzieć, ale wtedy do sali weszli uzdrowiciele, których Draco chwilę wcześniej zawołał.

                Postanowiła mu to powiedzieć na osobności…

~~~~


Hello!! :D Rozdiał miał być jutro jest dzisiaj od taki mój kaprysik.xd
Jest krótki troszeczkę ale musicie to przeboleć. Kiedy będzie następny? Może z 25-26 około 2.00 coś koło tego. 

No i tak w ogóle to zbliżamy się powoli do końca tej historii. Zostało jeszcze 8 rozdziałów i epilog. Czyli musicie spodziewać się jeszcze 9 notek :)

Co do komentarzy. Uwielbiam was!!!! ♥ 
Kocham kocham kocham. Wasze słowa są tak ogomną motywacją i mam nadzieję, że na jednej notce to się nie skończy :D

Dziękuje barzo♥

Obserwatorzy